środa, 17 czerwca 2015

AKTUALNOŚĆI ! Dom Pod Starym Dębem 18 czerwca o 17:00 na Bajkowym Starym Rynku w Poznaniu !




Link do WYDARZENIA na Facebooku

Informacja na stronie Galerii Arsenał 

Miejsce: punkt akcji „Bajkowy Rynek” na ul. Quadro

Czytająca: Krystyna Różańska-Gorgolewska
Bajka: „Dom pod Starym Dębem”

W ramach akcji „Bajkowy Rynek” w czwartek, o godz. 17:00 kolejną porcję bajek dla dzieci przeczyta pani Krystyna Różańska-Gorgolewska – malarka i specjalistka ds. promocji Galerii Miejskiej „Arsenał”, prywatnie zaś szczęśliwa mama dwójki pełnego energii rodzeństwa w wieku 3 i 7 lat.

Dzięki współpracy ze Stowarzyszeniem „Wypożyczalnia skrzydeł”, zajmującym się działalnością wolontariacką, czytaną w czwartek bajką będzie dostępna za darmo w Internecie dla wszystkich milusińskich bajka w odcinkach, z którą zapoznać się można na stronie bloga „Dom pod Starym Dębem” (dompodstarymdebem.blogspot.com).

Po lekturze bajek wszystkie dzieci oraz dorośli zaproszeni są na specjalny bezpłatny pokaz w Fotoplastykonie Poznańskim, w trakcie którego prezentowane będą najzabawniejsze i najciekawsze zdjęcia trójwymiarowe z dotychczasowych wystaw. Na 48 stereofotografiach pojawią się takie tematy jak świat dzieci ok. 1900 r., zwierzęta domowe i hodowlane czy dawne zwyczaje świąteczne.





piątek, 5 czerwca 2015

Czas ucieka

      Ach, co to był za Zegar! Duży, z wahadłem i  kukułką. Stał na strychu. Piotruś, Eryk i Martynka lubili na niego patrzyć i bawić się, że jest Czarodziejską Maszyną, która zabiera ich w inne, nieznane światy. Niestety, Zegar był bardzo stary i nie chodził.
–  Tato, napraw Zegar – prosił mały Zając.
–  Tato, napraw Zegar – wtórowali mu Miś i Wiewiórka.
–  Kochani, nie mam teraz czasu – odpowiadał Tata Miś.
 Obiecywał, że zajrzy do mechanizmu, ale zawsze kończyło się tak samo: Zegar stał. Pan Michał zupełnie nie znał się na zegarach, ale prośby dzieci i pasja odkrywcy, którą nosił w sobie, nie dawały mu spokoju. Któregoś dnia zabrał Zegar do Warsztatu i zamknął drzwi na klucz. Potrzebował ciszy i czasu. 




–  Tato, On działa – wykrzyknęły dzieci, gdy dwa dni później Pan Michał zaprosił je do swojego miejsca pracy.
–  Tak, udało mi się go naprawić – potwierdził Pan Miś, nie kryjąc zadowolenia i dumy.
Podekscytowany Piotruś wpadł na pomysł:
–  Czy możemy zobaczyć, co jest w środku?
–  Czyli jego mechanizm – odgadł Pan Michał i podrapał się w głowę. Gdyby dzieci wiedziały, ile wysiłku i czasu poświęcił, żeby go poznać i uruchomić...
–  Mam inny pomysł – powiedział. Zbudujemy własne zegary.
–  Hurra! – wykrzyknęły dzieci. Nie wiedziały, co dokładnie Tata miał na myśli, ale przeczuwały, że szykuje się świetna zabawa. 




    Minęło trochę czasu. Pan Michał zebrał od znajomych i przyjaciół nieużywane już zegary i wymontował z nich mechanizmy. Przygotował też specjalne płyty, które miały stać się obudową nowych zegarów. Dzieci zgromadziły się w Warsztacie wokół stołu.
    Na początku Tata rozłożył jeden z zegarów.
–  Ooo – zawołały dzieci. Nie wiedziały, że zegar ma w środku tyle kółek, sprężynek i śrubek. 



Potem Pan Michał zrobił miejsce na stole i powiedział:
–  Teraz czas na wasze zegary.
–  Hurrraaa! – wykrzyknął Zając i chwycił śrubokręt.
–  Stop! – powstrzymał go Pan Michał. Najpierw zrobicie projekty waszych prac na kartkach papieru.
–  Po co mamy rysować zegary? - zdziwił się mały Miś.
–  Widzicie – wyjaśnił Tata – konstruowanie wielu dobrych urządzeń zaczyna się właśnie od starannego projektu.
Piotruś westchnął nieco zawiedziony, ale zgodził się rysować. Wiele razy widział Tatę-Stolarza, pochylonego nad rysunkiem technicznym. 



   Gdy rysunki były gotowe, Pan Michał zaprosił synów do Warsztatu. Tego Piotrusiowi i Erykowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Dzielnie pomagali, przytrzymując płyty, które Tata równiutko wycinał w kształty wymyślone przez dzieci. Gdy skończyli, Pan Michał zaprosił dzieci do ozdabiania zegarów. Na stole już czekały flamastry, farbki, pojemniczki z wodą i pędzelki przygotowane przez Panią Mariannę i Martynkę. 



– Teraz każdy z was może wykonać własny, niepowtarzalny zegar – powiedziała Mama.
–  Taaak! –  wykrzyknęły dzieci, którym to zadanie przypadło do gustu i zabrały się do pracy. A oto, jak powstawały Zegar Piotrusia, Zegar Eryka i Zegar Martynki (której trochę pomagała Mama)






    Kiedy Tata wreszcie wmontował w prace dzieci mechanizmy zegarów, zarządził:
– Czas na sprzątanie!
 Piotruś, Eryk i Martynka pobiegli po miotły. A gdy wszyscy byli zajęci zamiataniem skrawków papieru i wycieraniem kolorowych plam, mała Wiewiórka zamyśliła się i zapytała:
–  A co to jest czas i dlaczego go nie widać? Gdzie on jest? Czy schował się w zegarze?
 Zaskoczony Pan Michał zastanowił się przez chwilę. Jak odpowiedzieć jasno i krótko na pytania, których zgłębianie zajmuje uczonym dużo czasu:
–  Czas nie mieszka z zegarze. – powiedział – Zegar go tylko mierzy. Jest niewidoczny, ale bardzo użyteczny.
–  A co można zrobić z czasem? –  zainteresował się Miś Eryk.
–   Na przykład można komuś poświęcić czas, to znaczy pomóc, albo po prostu pobyć trochę razem – odezwała się Mama.
–  Możemy też szanować czas, jeśli liczymy się z planami drugiej osoby, albo marnować czas, gdy nie umiemy wykorzystać go w mądry sposób – dopowiedział Tata.
–  Możemy też przychodzić na czas – dodał Miś Eryk, który nie lubił się spóźniać.
–  Albo urządzać wyścigi na czas – wtrącił Zając Piotruś –  no i przyjemnie spędzać czas.
Pan Michał  miał zamiar powiedzieć coś jeszcze, ale zanim otworzył usta, wszyscy usłyszeli burczenie dobiegające z brzuszka Martynki.
–  Najwyższy czas na podwieczorek – domyśliła się Mama. 








wtorek, 12 maja 2015

Smacznie i pięknie


    Dni stawały się coraz cieplejsze, a okolica Domu pod Starym Dębem pyszniła się wszystkimi odcieniami zieleni. Mieszańcy Lasu przygotowywali się na Pierwszy Wiosenny Piknik, który miał się odbyć następnego dnia. Każdy pragnął przynieść Coś Specjalnego, czym mógłby podzielić się z innymi. Ach! Cóż to za przyjemność usiąść na trawie wraz z przyjaciółmi i znajomymi, by cieszyć się piękną pogodą i wspaniałym jedzeniem!
    Jak się domyślacie, w domu Państwa Misiów panowało radosne poruszenie. Pewnie chcielibyście wiedzieć, co wymyśliła nasza rodzina? Tata, Mama, Piotruś, Eryk i Martynka planowali babeczki ozdobione marcepanowymi figurkami. Podczas gdy ciasto rosło spokojnie w piekarniku, a Pani Marianna zacierała słodkie ślady na podłodze oraz topiła w garnku czekoladę, Pan Michał i dzieci zgłębiali tajemnice marcepanu. Czy wiecie, z czego powstaje marcepan? Zając, Miś i Wiewiórka wiedzieli doskonale: z masy migdałowej i cukru. A czy wiecie, co trzeba zrobić, by uzyskał on różne kolory? Na kuchennym stole leżały czarodziejskie mikstury do barwienia słodyczy, których recepturę Pani Marianna zachowywała w ścisłej tajemnicy. Być może zapytacie też czy zielony marcepan nadal smakuje jak marcepan? Wyobraźcie sobie, że tak (o czym przekonały się dzieci, zanurzając łapki we wszystkich kolorowych masach po kolei).




      Zanim Piotruś, Eryk i Martynka zabrali się do lepienia figurek, starannie umyli ręce. Mama Misiowa bardzo chciała, żeby ich wyroby były czyste i staranne – miały przecież stać się darem dla innych. No, i jak większość gospodyń, pragnęła, by domowe smakołyki spotkały się z uznaniem. Nie zamierzała jednak pouczać dzieci. Na szczęście, stojąc przy piecu, wpadła na pomysł, jak podprowadzić małych pomocników ku swoim oczekiwaniom.
– Dzieci, mam dla was ważne zadanie – powiedziała głośno znad garnka, a dzieci nastawiły uszy.
– Jak wiecie, robimy słodkie prezenty dla naszych przyjaciół. Dlatego proponuję, żeby wasze dzieła były takie, jakie sami chcielibyście otrzymać.
Cukiernicy-pomocnicy kiwnęli głowami i zabrali się do pracy. Wiedzieli, że każdy podarek powinien być czymś wyjątkowym.
      Zając tworzył leśnych sąsiadów: żabki, jeże, wiewiórki, biedronki, pająki i wielu innych. Nie zabrakło też białego... kota.


      Mały Miś wolał lepić leśne rośliny: kwiaty, grzyby (nawet niejadalne muchomory) i liście o różnych kształtach.


     Pan Michał na zamówienie żony wytwarzał maleńkie kaczuszki. A co robiła w tym czasie Martynka? Hmmmm.... Zobaczcie sami! 


      Gdy figurki były gotowe, Mama oblała babeczki czekoladą, a dzieci ułożyły na nich marcepanowe obrazki. Ojej! Pani Marianna spojrzała na Martynkę i chwyciła się za głowę. 



     Nasza Gospodyni szybko usunęła z zasięgu łapek Wiewiórki całe słodkie bogactwo. Co teraz? Pan Michał zauważył minę żony.

– Mam pomysł – szepnął, po czym zaczął lepić malutkie marcepanowe kuleczki. Następnie podsunął je córce wraz z babeczką.

– Jak dużo cukierków – cieszyła się Martynka układając je na cieście.

– No, od takiego nadmiaru nikogo głowa nie rozboli – mruknął zadowolony Tata.
– Ani brzuszek – odetchnęła Mama. 






Gdy skończyli, Pan Michał z uznaniem pokręcił głową.

– Każda babeczka to dzieło sztuki! – zauważył.

– Bo działanie w kuchni może być sztuką – dodała Mama – wtedy jedzenie jest nie tylko smaczne, ale i piękne.

– Bo piękne pyszności sprawiają więcej radości! – nie wytrzymał Pan Michał.

– Choć wymagają sporo cierpliwości – dodała Pani Marianna i puściła oko do dzieci.

Tak, jeśli chodzi o estetykę posiłków wszyscy byli zgodni. No, prawie wszyscy, gdyż Wiewiórka Martynka pewnie wolałaby taki wierszyk: „Pięknie i smacznie – lecz gdy się już jeść zacznie”. Pięknego i smacznego!



piątek, 17 kwietnia 2015

Wyniki KONKURSU!

Po rodzinnej naradzie Rodzina Misiów wybrała imię dla kotka.

Mamie najbardziej podobało się imię: Mini
Piotruś zagłosował na imię: Tuptuś
Eryk wybrał imię: Franek
Martynka zdecydowała się na imię: Śnieżek
Wygrało imię wylosowane przez Martynkę: Tuptuś. Zwycięzcy serdecznie gratulujemy!

Tata Miś, jako specjalista od nazywania postanowił przyznać specjalne wyróżnienie dla imienia Miśkotek. Rodzina Misiów zachowa je dla następnego kotka.

Pani Marianna skontaktuje się ze Zwycięzcą i wszystkimi Wyróżnionymi.

Uczestnikom konkursu dziękujemy za udział w zabawie.



 

W górę


           Pan Michał często zastanawiał się nad przyszłością swoich dzieci. Jakie będą? Kim zostaną? Tata Miś miał, jak każdy Tata, wiele planów i marzeń związanych z dziećmi, a w wyobraźni kreślił ich drogi. Tak, Pan Michał pragnął, żeby życie Piotrusia, Eryka i Martynki było piękne i mądre. Jednak wiedział też, że każde z jego dzieci ma własną, wyjątkową Ścieżkę.
           Kiedy Pan Michał był młodszy, wszystkie ważne decyzje podejmował na górskim szlaku. Wędrówka była dla niego jak opowieść o Życiu: dobrze spakowany plecak, mapa w dłoni, wybór właściwego kierunku, szukanie schronienia przed burzą, wspinaczka w pocie czoła ku szczytom, upadki i piękne krajobrazy widziane po wielu godzinach wysiłku. Och! Jak wspaniale byłoby zabrać dzieci na taką wyprawę! Ale skoro na razie nie wybierali się tak daleko to może... Tatuś aż zaśmiał się do siebie, zatarł dłonie i popędził do Warsztatu – czekało go dużo pracy!
          Dwa tygodnie później, w sobotni poranek przy śniadaniu Tata Miś oznajmił rodzinie:
– Z tyłu za domem czeka na was NIESPODZIANKA.
Dzieci i Mama zerwali się od stołu i pociągnęli za sobą Tatę Misia, który usiłował dopić ciepłą herbatę.

– Co to jest? – wykrzyknęły dzieci zgodnym chórem.
– ŚCIANKA WSPINACZKOWA – wyjaśnił Pan Michał.
– Aha! – pisnęła Wiewiórka i natychmiast wdrapała się na samą górę.
– Aha! - wykrzyknął Zając Piotruś, wykonał rozbieg, wskoczył na ściankę, odbił się od niej i wylądował na podłodze.
– Aha... – jęknął Miś Eryk i schował się za plecami Taty.



 

– Drużyno, uwaga – zakomenderował Tata, który poczuł w piersiach górskiego ducha. Teraz siadamy i słuchamy. Zadanie, które macie przed sobą wymaga ustalenia ZASAD.
Po pierwsze: jesteśmy ODWAŻNI, to znaczy: stawiamy czoło wyzwaniu, nawet, jeśli nie jesteśmy pewni czy nam się uda.
Po drugie: jesteśmy ODPOWIEDZIALNI, to znaczy: dbamy o bezpieczeństwo swoje i tych, którzy są obok nas. I zawsze wspinamy się z asekuracją.
– Z A-SE-KU-czym? – próbowała powtórzyć Martynka.
– Z ASEKURACJĄ, czyli pod moim okiem i z zabezpieczeniem – odpowiedział Tata i wskazał na leżące liny i uprzęże wspinaczkowe.
– I po trzecie: jesteśmy cierpliwi. Wspinamy się po kolei, od najmłodszego do najstarszego – zakończył przemowę Pan Michał, po czym włożył dzieciom uprzęże.



– Ojejku – jęknął Piotruś – ale Martynka już była na górze!
– Tak, ale teraz wejdzie w sposób bezpieczny – odparł Tata.
– Gdy będziesz chciała zejść, pociągnij za tę linę – poinstruował – potem chwyć się drugiej, o tej. Schodzimy, odbijając się nogami od ścianki.
Martynka zaczęła się wspinać. Szło jej wspaniale. Gdy była na samej górze, pociągnęła za linę i zaczęła zjeżdżać w dół. Schodzenie, którego uczył Tata, nie było już takie proste.
– Uginaj nogi, Martynko, oooo, tak! – Wiewiórka ostatnie dwa metry pokonała już w stylu mistrzowskim.




– A teraz w nagrodę pytanie – uśmiechnął się Tata. Jakich przedmiotów dotykały twoje łapki?
– No...
– Spójrz teraz uważniej – zaproponował Tata.
Martynka zadarła głowę i zaczęła wymieniać: ucho, ręka, rogalik, kotwica..
– Jak myślisz, co one znaczą?
Rogalik to jedzenie – zaczęła Martynka, a Miś i Zajączek wybuchnęli śmiechem.
– Ręka – uścisk dłoni, może przyjaźń, pomoc – podpowiedział Piotruś.
– A kotwica, to pewnie oparcie i bezpieczeństwo, bo nie pozwala odpływać statkom – zastanowił się Eryk.
Tata spojrzał uważnie na Misia i powiedział: Twoja kolej!
Eryk postanowił być odważny. Pozwolił się zapiąć, westchnął cichutko i zaczął wchodzić na górę z głośnym sapaniem.
– Dobrze Eryku – chwalił Tata – Trzymaj ręce wyprostowane, wtedy droga nie będzie tak męcząca. Miś sapiąc i wzdychając doszedł do połowy ścianki i spojrzał w dół.
– Dosyć! - jęknął – chcę już zejść.
– Synku, spróbuj jeszcze trochę, już naprawdę niedaleko – namawiał Tata.
– Boję się, że spadnę – odpowiedział Eryk.
– Jestem tuż obok i trzymam za linę – powiedział Tata – Spójrz w górę i poszukaj na ściance przedmiotu, który warto chwycić. Miś rozejrzał się i zauważył serce, stopę, a zaraz za nią wielką gwiazdę.
– Oto twój cel. Spróbuj go chwycić.
Miś Eryk sapnął i ruszył. Był coraz wyżej i wyżej, aż w końcu złapał gwiazdę i wykrzyknął: jeeeeeest!
– Brawo! – wykrzyknęli Tata, Piotruś i Martynka.
Rozpromieniony Miś ze spokojem i gracją zjechał w dół.





– Udało się! - odetchnął. – Gwiazda to pewnie marzenie.

- A stopa to podróż? - zagadnął Tata.
– Teraz ja, ja! – wykrzyknął podekscytowany Piotruś.
Tata zapiął Piotrusia i Zając zaczął wchodzić.



– Wolniej, wolniej – powiedział Tata. - Nie spiesz się i patrz na kolejne uchwyty.
– Jejku, nie chcę być najgorszy – jęknął Zając.
– Piotrusiu, to nie wyścigi, każdy ma swój czas i swoje zadania – odpowiedział Tata. Twoje zadanie jest takie: będziesz nam mówił, jakie przedmioty chwytasz.
– Serce, słońce, świnka, muchomor, zegar, gołąb... – zaczął wymieniać Piotruś i nim się obejrzał był na szczycie.
– Brawo – wykrzyknęli pozostali.
Nie trzeba chyba dodawać, że schodzenie okazało się specjalnością Piotrusia – przecież był mistrzem skakania!



– Muchomor to niebezpieczeństwo? – zapytał Taty.
– A serce? – odpowiedział pytaniem Pan Michał.
– Serce to miłość – zawołała Martynka
– Gołąb to może pokój serca? – dodał Eryk.
– A zegar to czas... – zastanowił się Piotruś – Ile myślenia jest przy tej wspinaczce...
– Życie jest jak wspinaczka – rozmarzył się Pan Michał. Łączy się z wysiłkiem i pracą. Na jego drodze pojawiają się rzeczy piękne i trudne, problemy, marzenia i różne deski ratunku. Ale zawsze czekają jakieś wyzwania, niespodzianki i szczyty!


– Każde z was, kochane dzieci ma swoją drogę: Drogę Piotrusia, Drogę Eryka i Drogę Martynki. Każdy wspina się w swoim tempie i inne rzeczy są dla niego pomocą i przeszkodą. Każdy musi drogę przebyć sam, ale ważne jest, by był przy nas ktoś, kto potrzyma linę i doda otuchy, gdy zabraknie sił. Pamiętajcie: Rodzina może być wspinaczkową drużyną. Wtedy da radę sięgnąć aż do nieba!